Pozwolcie, ze przejde do sedna sprawy. List ten jest zapytaniem i propozycja jednoczesnie. Propozycja ta dotyczy utworzenia jednolitego i rozpoznawalnego (w Polsce ale przede wszystkim w Stanach Zjednoczonych) Lobby Polskich Interesow w Stanach Zjednoczonych. Mialoby ono na celu walke o interesy nie tylko licznej Poloni amerykanskiej w Stanach ale takze walke o interesy Polski w relacjach z USA (a takze stopniowo w innych krajach).
Byc moze taka inicjatywa juz istnieje i funkcjonuje i byc moze nie w pelni jestem zorientowany w tej materii, jednakze przegladajac wiadomosci na temat Polskiego Lobby w Stanach Zjednoczonych, czytelnik najczesciej moze natrafic na akcje organizowane ad hoc bez skladu i ladu i konczace sie zwykle efektem odwrotnym do zamierzonego. Tutaj przypomina mi sie akcja z 2004 roku wycieczki do Waszyngtonu autobusami w celu walki o polskie prawa, jakby bez zrozumienia, ze o rzeczy takie nalezy walczyc stopniowo i z uporem. Nie sadze, by od tego czasu duzo sie zmienilo.
Dwa fakty ponaglily mnie do napisania tego listu, wysuniecia tej inicjatywy, ktora wzbierala we mnie juz od dluzszego czasu bazujac na moich doswiadczeniach w Ameryce: Pierwsza z nich byly zblizaja sie wybory prezydenckie. Barack Obama jest pewnym kandydatem na prezydenta z ramienia Demokratow. Pierwsza rzecza ktora, musial jednak zrobic bylo gimnastykowanie sie przed lobbym zydowskim z cala masa zapewnien o byciu przyjacielem Izraela i o potwornym wsparciu finansowym dla armii izraelskiej (30 miliardow (!) dolarow w przeciagu najblizszych 10 lat). Wszystko to, aby okazac sie akceptowalnym kandydatem dla okolo 6 milionow zdyscyplinowanych amerykanskich wyborcow pochodzenia zydowskiego. Nie chce szarzowac liczbami ale smialo mozna powiedziec ze obywateli amerykanskich polskiego pochodzenia jest znacznie wiecej. Czy ktos liczy sie z ich glosami? Czy ktorykolwiek z kandydatow na prezydenta zostal zaproszony na debate do srodowiska polskiego w celu zdobycia glosow licznej Poloni amerykanskiej. Wspomne jeszcze o obiecanych 47 milionach (!) dolarow na modernizacje polskiej armii w zamian za umieszczenie podatnej na ataki amerykanskiej bazy rakiet w Polsce. Jak ma sie to do prawie 1000 (tysiac)-krotnie wiekszej pomocy dla Izraela. Dlaczego choc raz nie mozemy sie nauczyc czegos od zydow dla naszego polskiego wspolnego dobra.
Wyobrazmy sobie sytuacje utworzenia jednej rozpoznawalnej organizacji, nazwijmy ja roboczo Lobby Jagielonskie (czy tez Lobby Sarmackie). Zaluzmy, ze w bazie danych mamy adresy wszystkich amerykanow polskiego pochodzenia (lub wszystkich ktorzy czuja sie Polakami i sprawy Poloni w Ameryce (czyli ich wlasne interesy) oraz Polski sa im bliskie. Wyobrazmy sobie zorganizowanie debaty z dwoma kandydatami z zastrzerzeniem ze rekomendacja dla wszystkich Polakow mieszkajacych w Ameryce bedzie wydana dla tego kandydata ktory bardziej zatroszczy sie o losy Poloni, czy tez Polski. Wyobrazmy sobie rozeslanie poczta (e-meilem, za pomoca polskiej prasy czy polskiej telewizji) do milionow rodakow w Ameryce oficjalnej rekomendacji strony Polskiej w kwestii preferowanego kandydata. Czy po jednej lub drugiej takiej akcji ktokolwiek proponowalby nam 20 milionow dolarow na „zachete” za baze w Polsce. Czy nie za bardzo poniosla mnie fantazja? Mysle, ze przy odrobinie dobrej woli jest to do osiagniecia.
Nie chodzi tu tylko o sprawy bazy wojskowej czy pomocy dla armii tak uporczywie przywolywanych przeze mnie. Sam jestem polskim imigrantem z zielona karta, ktory przybyl do kraju Waszyngtona cztery lata temu. Rzecza, ktora z pewnoscia zapamietam bedzie brak jakiegokolwiek wsparcia ze strony organizacji polskich w sprawach jak najbardziej codziennych. Byc moze jest wiele takich organizacji, jednak ich rozproszenie i mala rozpoznawalnosc co do celu ich dzialalnosci spowodowaly, ze w wielu problemach na amerykanskiej ziemii musialem liczyc na samego siebie. Jakze miloby bylo dostac na lotnisku (w koncu porty, do ktorych przybywaja Polacy, mozna zliczyc na jednej rece) malej ulotki z napisem „Polskie Lobby Sarmackie, Tel. e.g. 713.......Dzwon! Pomozemy w kazdej sprawie”. Zapewniam Pana/Pania ze niczego takiego nie dostalem a kaleczone Dzien Dobry straznika amerykanskiego to troche za malo aby poczuc sie razniej na obcej ziemi.
Oczywiscie zbudowanie takiej rozpoznawalnej powszechnie instytucji nie bedzie sprawa miesiecy ale raczej lat, ale jestem przekonany ze ta inicjatywa musi byc podjeta wczesniej czy pozniej.
Zwracam sie do Pana/Pani o wyrazenie swojego poglad i nawiazania dialogu w celu zorientowania sie na jak wiele mozna liczyc ze strony organizacji rzadowych a takze pozarzadowych w celu wprowadzenia taj inicjatywy w zycie.
Negatywna odpowiedz tez bedzie cenna wskazowka pozwalajaca na zorientowanie sie w checi do podjecia tej inicjatywy.
Thursday, June 5, 2008
Subscribe to:
Posts (Atom)